• Wpisów: 35
  • Średnio co: 78 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 14:50
  • Licznik odwiedzin: 8 196 / 2830 dni
 
avonlea
 
AVONlea:
   1 szklanka (o poj. 200 ml) cukru (ok. 200 g)
   2 szklanki (takie o poj. 200 ml) wody
   5 średniej wielkości pikantnych papryczek
   (ja lubię różnokolorowe, bo sos ciekawiej się prezentuje, ale oczywiście mogą być np. same czerwone;))
   5 ząbków czosnku
   ok. 2 cm kawałek świeżego imbiru
   1 łyżeczka soli
   100 ml białego octu (czasem daję ryżowy, czasem zwykły spirytusowy)
   świeżo wyciśnięty sok z 1 limonki (ew. z 1/2 cytryny)
   1 łyżka mąki ziemniaczanej
   niewielka ilość zimnej wody (ok. 2 łyżki)

Do zwilżonego wodą garnka wsypuję cukier, zalewam wodą i zagotowuję na niezbyt dużym ogniu. Co jakiś czas mieszam, a w międzyczasie szykuję ostre dodatki;)

Papryczki chili przekrawam na pół, pozbawiam pestek i bardzo drobno siekam (na naprawdę drobno siekaną kosteczkę).
Jeśli chcę uzyskać bardziej ognisty sos, to nie usuwam pestek, tylko także dodaję je do sosu. Ja w większości przypadków robię tak, że zostawiam pestki w jednej papryczce, a z reszty je usuwam.

Obieram czosnek oraz imbir –można je zmiażdżyć i drobno posiekać lub przecisnąć przez praskę.

Do gotującej się wody z cukrem dodaję sól, posiekane papryczki, czosnek oraz imbir. Gotuję na małym ogniu przez ok. 5 minut, a tak naprawdę do czasu, aż papryczki nieco zmiękną i opadną częściowo na dno, a wywar przestanie tak intensywnie pachnieć czosnkiem;) Kilka minut wystarczy.

Po tym czasie dodaję ocet oraz świeżo wyciśnięty sok z limonki (ew. z cytryny) i zagotowuję.

Teraz trzeba całość zagęścić –do osobnego naczynia dodaję mąkę ziemniaczaną i niewielką ilość wody, dokładnie mieszam i te mieszankę wlewam do gotującego się wywaru. Gotuję, aż zgęstnieje, po czym wyłączam grzanie i zostawiam do przestygnięcia.

Jeszcze lekko ciepły rozlewam do słoików lub butelek, mocno zakręcam, stawiam do góry dnem i zostawiam w ten sposób do szczelnego zamknięcia.
Przechowuję w lodówce –nie próbowałam dłużej niż 2-3 tygodnie, ale ten okres, przechowywany szczelnie zamknięty i w lodówce przetrwał bez problemów. Zazwyczaj jednak znika nieco szybciej, bo gdy już go zrobię, to po prostu podaję do wszystkiego, do czego ten sos pasuje… a trochę tego jest;)

Pasuje jako dodatek do wszelkiego rodzaju mięs, ryb, warzyw w cieście, dań na parze, smażonych, gotowanych, do ryżów, makaronów, itp.  Zastosowań jest mnóstwo, bo to dodatek bardzo uniwersalny. Jednym słowem, podaję do wszystkiego, do czego podałabym sos słodko-pikantny;)

Smacznego:)

Nie możesz dodać komentarza.